Z samego rana, zaraz po śniadaniu pojechaliśmy znowu nad
Niagara Falls by zobaczyć to w dzień a po drugie porobić zdjęcia, o której
wczoraj było bardzo ciężko. Po odczekaniu w ogromnie długiej kolejce na statek
płynący pod wodospady w końcu się doczekaliśmy.
Każdy po stronie amerykańskiej przed wejściem na statek dostawał
niebieską pelerynkę. Przed wejściem do windy było genialnie widać wszystkie
smerfy (ludzie w pelerynkach). Na statku było genialnie po mimo to że schodząc
z niego było się mokrym prawie tak jakby się wyszło spod prysznica. Chociaż tu
ciśnienie wody było chyba 10 razy większe :D. Ale każda kąpiel wskazana w tak
upalny dzień <3.
Po zejściu ze statku udaliśmy się na Rainbow Bridge – czyli
na most dzielący Stany Zjednoczone z Kanadą. W miejscu gdzie przebiega granica
umieszczono tablice :). Most sam w sobie jakiegoś wrażenia nie robi ale widok z
niego jest nieziemski. Idealnie z niego widać wodospad Niagara. Jednak
najlepszą atrakcją tego dnia było to jak na granicy okazało się, że nie każdego
stopa zawita w Kanadzie. A tymi szczęśliwymi osobami była Julka J., Kasia i
Mariola :). No cóż ma się to szczęście jednak :D. Co jak co ale przegapiły
boski widok na wodospad a także całe otoczenie, które go otacza.
Po powrocie udaliśmy się na kolacja a następnie do hotelu w
Lancaster w stanie Pensylwania, by wyspać się na kolejny dzień.